23 paź 2010

nie ma już nic

Nie wiem jak to się stało, nie mam pojęcia kiedy, ale... ale nasze wspólne marzenia rozpadły się na milion kawałeczków. Pamiętam te wspólne wieczory kiedy sobie wszystko planowaliśmy, kroczek po kroczku, puzzelek po puzzelku. Tworzyliśmy swoją własną, wyjątkową układankę. Zawsze jak sobie wszystko planowaliśmy to siedziałam z uśmiechem na twarzy wyobrażając sobie jak to wszystko będzie, coś magicznego! czułam się jak mała dziewczynka, której mamusia przeczytała bajeczkę, a po kilkunastu latach bajeczka ni stąd ni zowąd bajeczka się spełnia. Pamiętam tegoroczne wakacje jakby to było wczoraj. Pamiętam że nie mogłeś się mnie doczekać, tłumaczyłam Ci że przyjadę późno i żebyśmy się spotkali z samego rana na drugi dzień, ale Ty uparcie walczyłeś o swoje. w dniu wyjazdu zepsuło nam się auto, pojechałam z tatą do naprawy, a Ty jako tako straciłeś nadzieję, że się zobaczymy w tym dniu. przyjechałam do Polski późno, bo po 00:00 i napisałam Ci sms, że jestem ale spotkamy się rano bo jestem zmęczona, a Ty słodko prosiłeś żeby się spotkać chociaż na kilka minut, że chcesz mnie tylko zobaczyć. Zgodziłam się, a Ty przyjechałeś... byłeś taki przeszcześliwy, było ciemno, ale miałeś tak maślane oczka że wszystkie latarnie odbijały się w nich jak w lustrze! wtuliłeś mnie w siebie i powiedziałeś że niesamowicie się cieszysz że jestem. nastała cisza, a Ty nie dowierzałeś, że po ponad 7 miesiącach znowu mnie masz. Spędziliśmy ponad godzinę na samym tuleniu się, pamiętasz? potem odwiozłeś mnie pod sam dom i przez resztę nocy dostawałam sms pełne Twojego szcześcia. Następnego dnia byłeś u mnie w domu już przed 10. Gadałam jak najęta, ale Ty nie słuchałeś. Ty nadal nie wierzyłeś, że już jestem. ciągle miałeś uśmiech na mordce... pisząc to teraz uśmiecham się, a łzy ciekną mi po policzkach, ze szczęscia. że potrafiłam kogoś uszcześliwić tylko tym że byłam. spędzaliśmy ze sobą ponad 16h dziennie. o 23 robiliśmy sobie seanse filmowe u mnie, podczas których zasypiałam a Ty się patrzyłeś jak słodko śpię. Po 2 w nocy mnie budziłeś, żeby pocałować w nosek i powiedzieć 'kochanie, ja już będę szedł'. Strzelałam fochy i to więcej niż zwykle, przekroczyłam normę- wiem. ale zawsze któreś z nas było mądrzejsze i odzywało bądź przepraszało pierwsze. wylewaliśmy wspólnie łzy, klękałeś przede mną z przeprosinami- byliśmy jedności. Spędzliśmy cudowny weekend nad morzem... pamiętam jak kiedys marzyłeś żebym zasnęła i obudziła się przy Tobie i tak właśnie było. zawsze uwielbiałam zasypiać odwrócona do ściany, a Ty mnie zmuszałeś żebym odwracała się w Twoją stronę i zasypiała wtulona w Ciebie. wtulałam się i zasypiałeś tak słodko, nie przebudzając się w nocy. rano wcześniej wstawałeś by popatrzeć jak sobie jeszcze śpię, a potem 'tykałeś' i całowałeś mnie z nadzieją że się obudzę. Cholernie o mnie dbałeś, gdy mnie coś bolało to biegaleś koło mnie jak opętany. Nie obchodziło Cię, że są zawody na których zawsze chciałeś być, nie interesowało Cię to że występują najlepsi z Europy- Ciebie obchodziło żeby być przy mnie i przechodzić ten ból ze mną. Najcudowniejszą rzeczą było to, gdy tak cholernie się bałam i wybuchłam płaczem, a Ty mnie nie zostawiłeś. Ty mnie przytuliłeś do siebie i powiedziałeś że mnie kochasz, że nic się nie stało, że będzie dobrze. Wspierałeś mnie, chociaż spodziewałam się że wyjdziesz i mnie zostawisz w takim stanie. Pamiętam jak jechaliśmy po nasze wspólne maleństwo, byliśmy tacy szczęśliwi że wkońcu będziemy mieć żywe stworzonko, które będzie nas łączyło, które będzie Ci mnie zastępowało gdy nie będę mogła być przy Tobie. Miała byc drugą mną, ale pewnie nie jest. Pewnie teraz już tego nie ma, nie ma tej myśli dlaczego ona tak naprawdę jest (płacz), zapomniałeś... kurwa mać! przecholernie brakuje mi wakacji, Twojego ciepła, uśmiechów... jeszcze 7 tygodni, a ja już na samą myśl o tym że za 7 tygodni będę w Polsce wybucham płaczem... boję sie! strasznie się boję, że zobaczę Cię, a przede mną będzie szyba... będę mogła tylko patrzeć z daleka... chcę umrzeć...

Brak komentarzy: